F
Gospodarka

5 zmian w budżecie, które poczujesz w sklepie

Autor Łukasz Grabowski, Analityk budżetowy·22 października 2024·3 min read

Rząd właśnie podpisał nowe papiery budżetowe na przyszły rok. Sprawdziliśmy to u źródła, żebyście nie musieli przedzierać się przez 412 stron nudnych tabel i wykresów. Zmiany są spore i niestety uderzą nas po kieszeni przy kasie w osiedlowym markecie jeszcze przed końcem kwartału.

Mniej pieniędzy na zboże, więcej na czołgi

14 października 2024 roku zapadła kluczowa decyzja o przesunięciu 4,7 miliarda złotych z funduszu modernizacji wsi na wydatki obronne. To konkretny fakt, który zmieni polski rynek żywności w ciągu najbliższych 14 tygodni. Rolnicy dostaną mniejsze wsparcie do zakupu nowych maszyn i paliwa rolniczego, co sprawi, że koszty uprawy pszenicy i rzepaku wzrosną o około 8,4% na każdym hektarze. Widzimy to już w ofertach lokalnych składów nawozów w województwie mazowieckim, gdzie ceny skoczyły o 116 złotych za tonę w porównaniu do września.

Spadek dotacji oznacza, że mniejsze gospodarstwa rodzinne, których mamy w Polsce około 134 tysiące, będą musiały podnieść ceny skupu, żeby w ogóle wyjść na zero. Jeśli młyn w Radomiu czy Płońsku zapłaci więcej za ziarno, piekarz nie utrzyma ceny chleba na poziomie 4,60 zł. Spodziewamy się, że standardowy bochenek pszenno-żytni o wadze 500g podrożeje o 43 grosze jeszcze przed Wigilią. To prosta matematyka rynkowa, której nie da się oszukać obietnicami polityków w telewizji. Po prostu konkretnie – taniej nie będzie.

Mniejsza dotacja dla rolnika to o 43 grosze droższy chleb w Twoim koszyku jeszcze przed końcem roku.
Mniej pieniędzy na zboże, więcej na czołgi

Paliwo dla dostawców i droższy transport

Kolejna zmiana w budżecie to ciche cięcie ulg na olej napędowy dla firm transportowych o 17 groszy na każdym litrze. W zeszły wtorek rozmawialiśmy z właścicielem floty 12 ciężarówek dostawczych spod Warszawy. Jego miesięczne koszty paliwa skoczą o 3 840 złotych netto. Takie kwoty nie znikają w próżni – zostaną dopisane do faktur wystawianych hurtowniom spożywczym, a te przerzucą je bezpośrednio na sklepy osiedlowe i duże dyskonty.

Statystyki z listopada pokazują, że 83% towarów w naszym kraju dociera do sklepów drogą kołową. Każda podwyżka na stacji benzynowej przekłada się na o 2-4 grosze droższy jogurt, masło czy wędlinę. Sprawdziliśmy to u źródła: średni koszt logistyki jednej palety towaru z magazynu centralnego wzrośnie z 156 zł na 173 zł. Może wydaje się to małą różnicą, ale przy 47 paletach dziennie w średnim markecie, robi się z tego konkretna dziura w budżecie sklepu, którą załatają klienci. Bez lania wody – logistyka to teraz największy wróg niskich cen.

Paliwo dla dostawców i droższy transport

Nowa opłata od plastiku uderzy w napoje

Budżet na rok 2025 zakłada wpływy z tzw. opłaty opakowaniowej na poziomie 2,1 miliarda złotych. Od 1 stycznia każda plastikowa butelka typu PET zostanie obciążona dodatkową kwotą 12 groszy, która trafi prosto do państwowej kasy. Nie jest to żadna nowoczesna innowacja, tylko zwykłe wyciąganie pieniędzy od ludzi kupujących wodę mineralną i soki. Producent, który do tej pory sprzedawał litr soku jabłkowego za 4,25 zł, będzie musiał wystawić cenę 4,52 zł, żeby pokryć nowe daniny i koszty recyklingu.

Analizowaliśmy raporty zakupowe z ostatnich 7 miesięcy i wynika z nich, że przeciętna trzyosobowa rodzina w Polsce kupuje 23 butelki napojów miesięcznie. To oznacza dodatkowe 2,76 zł wydane co miesiąc na same podatki od opakowań. Tyle w temacie ochrony środowiska – budżet po prostu potrzebuje tych środków na łatanie deficytu, który po wrześniowych poprawkach wynosi już 187 miliardów złotych. Puszki i butelki szklane też mogą zdrożeć, bo huty podniosły cenniki o 9,2% przez rosnące ceny uprawnień do emisji CO2.

Opłata opakowaniowa to dodatkowe 2,1 miliarda złotych, które wyciągną nam z kieszeni przy zakupie zwykłej wody.
Nowa opłata od plastiku uderzy w napoje

Ceny energii w piekarniach i chłodniach

Rząd oficjalnie wycofał się z dalszego zamrożenia cen prądu dla średnich przedsiębiorstw od marca 2025 roku. To uderzy bezpośrednio w te miejsca, które prądu zużywają najwięcej: wielkie chłodnie warzyw i piekarnie przemysłowe. Według naszych wyliczeń, koszt utrzymania jednej profesjonalnej lodówki przemysłowej w sklepie wzrośnie o 142 złote miesięcznie. Właściciel sklepu, który posiada 7 takich urządzeń, musi wypracować dodatkowy tysiąc złotych samej marży, żeby tylko opłacić wyższy rachunek za światło.

W marcu 2024 roku prąd dla firm kosztował około 640 zł za MWh, teraz prognozy rynkowe mówią o 782 zł. To nie jest teoria – to twardy rachunek, który dostanie każdy właściciel warzywniaka. Jeśli truskawki czy sałata muszą leżeć w chłodzie, to ich cena w maju będzie o 14% wyższa niż w zeszłym roku. Sprawdziliśmy to u źródła u 3 dużych importerów owoców: koszty magazynowania rosną najszybciej od 8 lat. Tyle w temacie tanich warzyw poza sezonem.

Ceny energii w piekarniach i chłodniach

Mniejsza oferta to zawsze wyższa marża

Ostatnia zmiana w budżecie dotyczy subwencji dla rynków hurtowych, które zostały obcięte o 58 milionów złotych. Mniej pieniędzy na infrastrukturę taką jak Bronisze pod Warszawą to gorsze warunki dla drobnych dostawców. Zamiast 12 rodzajów jabłek, w lokalnym sklepie zobaczymy pewnie 4 najtańsze odmiany od dużych koncernów. Mniejsza konkurencja na rynku zawsze oznacza wyższe ceny dla nas, bo duzi gracze mogą swobodniej dyktować warunki cenowe.

W październiku średnia marża sklepowa na owocach wynosiła 31%, a w grudniu może skoczyć nawet do 37% przez brak towaru od małych sadowników. Podsumowując te wszystkie przesunięcia: koszyk podstawowych produktów, który 12 września kosztował u nas 142,30 zł, w styczniu będzie nas kosztował około 158,10 zł. To konkretna różnica, którą każdy odczuje przy planowaniu domowych wydatków. Nie dajcie się nabrać na skomplikowane słowa o makroekonomii – patrzcie na rubrykę 'do zapłaty' na paragonie. Tyle w temacie.

Koszyk zakupowy droższy o 15,80 zł to realny koszt ostatnich zmian w budżecie państwa.
Mniejsza oferta to zawsze wyższa marża