Dlaczego założyłem Frakcja Info
Zanim zacząłem ten projekt w 2018 roku, pracowałem 7 lat w biurze rachunkowym w Siedlcach. Widziałem tam setki ludzi, którzy bali się otwierać listy z urzędu skarbowego. Prawo w Polsce pisze się tak, żeby nikt go nie rozumiał bez prawnika. Ja postanowiłem to zmienić. Sprawdziliśmy to u źródła – większość przepisów da się wyjaśnić w czterech zdaniach, jeśli wyrzuci się z nich urzędniczy bełkot. Po prostu konkretnie tłumaczę, ile pieniędzy zostanie Ci w portfelu po kolejnej zmianie przepisów.
Doświadczenie z twardymi danymi
W ubiegłym roku przeanalizowałem dokładnie 147 budżetów gminnych oraz 3 duże nowelizacje ustaw o PIT. Moim zadaniem nie jest ocenianie polityków, tylko liczenie ich błędów w arkuszach Excel. Szczerze mówiąc, większość ludzi nie ma czasu czytać 234 stron uzasadnienia do nowej ulgi podatkowej. Ja to robię za nich. Przeciętna analiza jednego dokumentu zajmuje mi około 6.5 godziny czystej pracy z tekstem źródłowym, ale dzięki temu dostajecie czyste fakty bez zbędnej otoczki. Tyle w temacie.
- Monitoring 12 kluczowych komisji sejmowych zajmujących się finansami.
- Weryfikacja obietnic wyborczych pod kątem realnych kosztów dla budżetu.
- Upraszczanie zasad rozliczania składek dla małych firm zatrudniających do 9 osób.
Moje podejście do pracy
Nie znajdziesz u mnie wykresów, które nic nie mówią. Jeśli piszę o inflacji, to sprawdzam ceny w 4 osiedlowych sklepach, a nie tylko w oficjalnych komunikatach. Bez lania wody pokazuję, gdzie państwo zabiera nam więcej, a gdzie faktycznie coś oddaje. Moje raporty pomogły już 83 lokalnym przedsiębiorcom uniknąć kar za złe zrozumienie przepisów o nowej matrycy VAT. Nie udaję, że wiem wszystko, ale jeśli czegoś nie ma w ustawie, to znaczy, że nie istnieje.
Bywa, że przygotowanie jednego tekstu wymaga siedzenia nad dokumentami do 3:00 rano (kawa wtedy znika u mnie w litrach), ale wolę to, niż puszczenie niesprawdzonej plotki. Frakcja Info to miejsce dla tych, którzy chcą wiedzieć, na co idą ich podatki, bez słuchania kłótni w telewizji. Jeśli ustawa ma błędy, punktuję je co do grosza. Moja ostatnia analiza dotycząca wydatków na lokalne drogi wykazała rozbieżność rzędu 12 tysięcy złotych na jednym kilometrze asfaltu – takie rzeczy trzeba pokazywać palcem.